Moi drodzy!
Jak to w małżeństwie – każdy z nas ma czasami gorsze dni. Właśnie taki dzień miała wczoraj Ala. Po wyżaleniu mi się ze wszystkich rzeczy, które ciążyły jej na sercu, usłyszałem rzecz, która meeega podniosła mnie na duchu i dodała motywacji. OTÓŻ – Ala powiedziała mi, że nikt nie potrafi tak jej zmotywować i podnieść na duchu jak ja i że mam talent do tego oraz, że marnuje się, bo mam naprawdę wielki dar i mądrość życiową – toteż, żeby nie marnować tego daru postanowiłem popełnić ten tekst – i rozpocząć nową serię, w której będę się z wami dzielił swoimi przemyśleniami! Póki co raz w tygodniu – co wtorek!

O tym jak to robimy wszystko, żeby tylko nie ruszyć z miejsca



Z góry zaznaczam, że ten tekst nie jest dla każdego – gdyż nie każdy z nas czuje potrzebę ruszenia do przodu, a niekiedy czuje się dobrze w miejscu w którym jest – i tutaj powiem szczerze – jest to całkowicie OK – pod warunkiem oczywiście, że żyjemy w zgodzie z własnym sumieniem 😊. Są również rzeczy na które faktycznie nie mamy wpływu, a które uniemożliwiają nam ruszenie naprzód (chodzi mi tutaj o różnego rodzaju uwarunkowania zdrowotne). Jednak jest bardzo dużo ludzi, którzy nie są zadowoleni z miejsca w którym się znajdują i chcą żeby było lepiej, ale nie za bardzo wiedzą co mogą zrobić i jak. I również ja znajdowałem się w takim miejscu – czułem, że stać mnie na więcej, że moje talenty się marnują, ale mimo wszystko nie potrafiłem zrobić tego pierwszego kroku (aż do dziś, bo właśnie w momencie kiedy piszę ten tekst czynię pierwszy krok ku spełnieniu i lepszej przyszłości – co z tego będzie? Czas pokaże, ale bez działania, nie da się tego osiągnąć). Jest to paskudne uczucie, które prowadziło mnie do wyrzutów sumienia i jeszcze bardziej wysysało ze mnie energię niezbędną do działania – a to właśnie działanie jest kluczowe do ruszenia na przód. Ale do sedna! W tym artykule postaram się opisać aspekty psychologiczne, które w największym stopniu wpływają na robienie wszystkiego, żeby tylko nie ruszyć się z miejsca, w kolejnej części opiszę aspekty fizyczne i fizjologiczne, które w znaczny sposób mogą nas wspomóc w tym procesie.


1. Moc przekonań budujących moje życie


Tak jest – osobiście uważam, że często nasze przekonania leżą u podstaw miejsca, gdzie się znajdujemy. Zauważ jak przekonanie wpływa na Twoje życie. Często przyjmujemy je za pewnik, bez konkretnej analizy wszystkich „za i przeciw” danego twierdzenia. BA! Często, nawet mimo braku jakichkolwiek logicznych argumentów przemawiających za tym przekonaniem uporczywie w nie wierzymy i za nim podążamy – bo kiedyś, raz, to i tamto przyniosło mi to i tamto. Jest to coś, co zostało wpojone w naszą głowę przez lata i uznawane przez nas za pewnik. Najprostszy przykład: „Jak będzie za dobrze, to na pewno coś się spieprzy”. Oj jak wiele osób żyje takim przekonaniem – a jest ono kompletnie pozbawione logiki. Bo spójrzmy na to racjonalnie – dlaczego niby coś, co jest dobre, miałoby nam w późniejszej perspektywie przynieść coś przykrego? Wiadomo, że różnie toczą się w życiu losy, nigdy nie wiemy co przyniesie nam kolejny dzień – każdy z nas może zachorować, znaleźć się w złym miejscu o złej porze itp. – ale z pewnością nie dzieje się to dlatego, że życie nam się układa po naszej myśli. 😊  A teraz najlepsza informacja – aby coś uznać za pewnik, muszą ku temu istnieć logiczne argumenty potwierdzające regułę. Tak więc, czas najwyższy zweryfikować prawdziwość przekonań w jakie wierzymy i w miarę możliwości przemodelować je w taki sposób, aby napędzały nas do działania i pozwoliły powoli wykopać się z grajdoła gnuśności i bylejakości. Jest to zadanie niezwykle trudne (sam wiem, jak blokowały mnie niektóre przekonania i jak ciężko było je albo wyplenić, albo zamienić na nowe, albo zastąpić je zupełnie innymi) – jednak możliwe do wykonania. Jeżeli chcesz ruszyć naprzód, to jest to pierwsza rzecz, którą należy zrobić!
Przykład jak zmienić przekonanie:
Myślę, że przekonanie, które poruszyłem wyżej „Jak będzie za dobrze, to na pewno coś się spieprzy” można w prosty sposób zamienić na „Jest dobrze, ale będzie jeszcze lepiej”. Jest to przekonanie, które napędza do działania, a jednocześnie daje radość z dobrze wykonanego zadania, które sprawiło, że czujemy się dobrze w miejscu, w którym jesteśmy obecnie.

2. Brak pewności siebie


Czym jest ta mityczna pewność siebie? Wg mnie jest to suma akceptacji swoich atutów i mankamentów, znajomości mocnych i słabych stron, doprawiona szczyptą miłości i zrozumienia, że nie ma ludzi i rzeczy idealnych. Brzmi to dosyć enigmatycznie – w gruncie rzeczy jednak, jak przyjrzymy się bliżej każdemu z tych aspektów wszystko staje się logiczne.
Ale zanim przejdę do wyjaśnienia to jestem winien jeszcze jedną rzecz – podstawę podstaw – otóż jest nią rzecz, która wydawać by się mogła truizmem, ale wiem, że tak nie jest – bo wielu z nas ma z tym nieustanny problem. Otóż – podstawą jest zrozumienie, że NIE MA NA ŚWIECIE rzeczy ani ludzi PERFEKCYJNYCH I IDEALNYCH. Jest to najbardziej ograniczające i blokujące przekonanie, które leży u podstaw WSZYSTKICH (tak mi się przynajmniej wydaje 😊 ) problemów związanych z brakiem pewności siebie. Tak więc zrozumieć musimy, że każdy z nas – KAŻDY – jest tak samo ważny, wystarczający i wyjątkowy, jak każdy inny człowiek – i nie wynika to z tego jacy jesteśmy, co potrafimy i do czego dążymy – wynika to z samego faktu urodzenia. Nie ma ludzi bardziej i mniej wyjątkowych – są tylko ludzie, którzy dają swoją wartość innym i dzielą się swoimi talentami i tacy, którzy tego nie robią tkwiąc w wirze ograniczających przekonań, zakopujących ich w coraz głębszym i cieplejszym bagienku pt. jestem niewystarczająco dobry, żeby się wychylać. Bagienko to w gruncie rzeczy staje się coraz bardziej przytulne i wygodne i z czasem życie takimi przekonaniami staje się łatwiejsze. Co gorsze, często zwalamy winę za niepowodzenia na czynniki zewnętrzne, które stają się piękną wymówką do tego, że coś nam nie wyszło, a w gruncie rzeczy to po prostu nasz brak chęci do wzięcia odpowiedzialności za nasze własne życie. Prawda jest jednak taka – być może znowu zabrzmi to jak truizm – no ale myślę, że część z nas często nie chce tego dostrzegać – że tak jak mówi słynne przysłowie – sami jesteśmy kowalami swojego losu – i tylko od nas zależy co zrobimy ze swoim życiem. No ok – podstawy podstaw mamy za sobą – to teraz rozbijmy na czynniki pierwsze moją osobistą definicję pewności siebie.

Akceptacja swoich atutów i mankamentów.
Każdy z nas urodził się z zestawem cech oraz posiada zestaw umiejętności, charakterystycznych dla siebie i wyróżniających nas od siebie. Osobiście gorąco wierzę, że każdy z nas przyszedł na świat w jakimś celu, aby dać konkretną wartość temu światu – jednak często trzeba ją po prostu odkryć. Pomóc w tym może wnikliwa analiza swoich słabych i mocnych stron. Wiesz w czym jesteś dobry, co Ci wychodzi, co lubisz i co sprawia Ci radość, co dodaje Ci energii i napędza do działania?  A czy jesteś świadomy tego co niekoniecznie Ci wychodzi, czego nie lubisz i w czym nie czujesz się komfortowo? Są rzeczy, które są wynikiem naszych uwarunkowań osobowościowych, a są rzeczy, których możemy się nauczyć (umiejętności, fach, ogólnopojęte skillsy). Naszym zadaniem jest odkrycie, które z tych rzeczy da się zmienić, których możemy się nauczyć, a które będziemy musieli zaakceptować jako integralną część nas, mimo, że z pozoru są naszymi mankamentami. Znajomość tego wszystkiego pozwoli Ci odnaleźć swoją życiową drogę i sprawi, że Twoje życie wskoczy na wyższy poziom.

Doprawienie szczyptą miłości
Jest to bardzo ważna sprawa – rzekłbym wręcz – kluczowa! OTÓŻ – uważam, że miłość jest wartością uniwersalną, której każdy w jakiś sposób pragnie. Działa to trochę jak bak w samochodzie. Każdy człowiek ma bak, który trzeba napełnić, aby móc jechać, z tym, że paliwem u człowieka jest miłość. Aby w ogóle odpalić samochód potrzeba napełnić chodź odrobinę baku – ten właśnie podstawowy poziom stanowi miłość i akceptacja siebie – aby móc jechać dalej potrzeba napełnić bak do pełna. Jeżeli nie pokochasz i nie zaakceptujesz samego siebie nie będziesz mieć paliwa, żeby jechać dalej. Co przez to rozumiem? Jeżeli napełnimy bak miłością i akceptacją samego siebie będziemy mieli siłę do tego, żeby dawać miłość i zrozumienie innym. Tylko zrozumienie i akceptacja odmienności innych może dać nam prawdziwą pewność siebie. Nie będziemy mieli wtedy potrzeby porównywania się z innymi (co zresztą uważam za totalny bezsens, gdyż tak jak wspominałem już kilka razy – każdy z nas urodził się z zestawem odrębnych mocnych i słabych stron, każdy z nas ma inną, swoją wyjątkową misję na tym świecie). A brak porównywania się z innymi buduje autentyczną, płynącą z wnętrza pewność siebie.  

Zrozumienie, że nie ma rzeczy i ludzi idealnych
Perfekcjonizm – plaga dzisiejszych czasów. Takie jest moje zdanie. Jest to nieuzasadnione dążenie do czegoś, czego w gruncie rzeczy nie da się osiągnąć. OK – zarzucicie mi teraz, że popieram bylejakość i gnuśność. OTÓŻ (😊) – NIE!. Uważam, że każdy człowiek powinien rozwijać swoje MOCNE strony, dążyć do poprawiania swoich umiejętności i do coraz większego redukowania swoich mankamentów (w końcu każdy z nas ma jakieś wady, nad którymi trzeba pracować). Jednak uważam jednocześnie, że mówienie sobie, że jestem niedostateczny, nie dość dobry, bo coś tam coś tam (często wyssane z palca porównania do kogoś) itp. jest absolutnie nie na miejscu – a do tego właśnie prowadzi perfekcjonizm. Tak – jest to chorobliwe dążenie do wyimaginowanej doskonałości, której NIGDY NIKT nie osiągnie, bo tak jak piszę – nie ma i nie będzie rzeczy i ludzi idealnych. Kochani! Dajmy sobie luz i dajmy sobie również miejsce na słabszy dzień, na jakieś niepowodzenie, na niedoskonałość – nie jesteśmy cyborgami, nie jesteśmy ze stali i nigdy nie będziemy idealni, a gdy damy sobie miejsce na słabość, będziemy mieli przestrzeń na pokorę, dzięki której urodzi się w nas jeszcze więcej miłości.  

Brak pewności siebie odbiera nam energię i totalnie wyczerpuje życiowe baterie. Bez pewności siebie nie mamy tego Powera, który sprawi, że ruszymy z miejsca, że będziemy chcieli się dzielić swoją niepowtarzalną wartością, gdyż najzwyczajniej w świecie, nie będziemy mieli środków do wykopania się z bagienka w którym się powoli zakopujemy. Tak wiem – jest to ciężkie wykrzesać z siebie dodatkowe siły i często wiąże się z koniecznością CAŁKOWITEGO przemodelowania systemu swoich przekonań (o czym pisałem w punkcie pierwszym), ale uwierzcie mi lub nie – bez tego nic nie da się zdziałać.

3.  Brak dystansu do siebie i do innych – brak umiejętności wybaczania sobie i innym


Jak napisał w jednej ze swoich złotych myśli Jan Twardowski „Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieć ubaw do końca”. Tak – uważam, że dystans to jest klucz do szczęśliwego życia i pójścia naprzód. Po raz kolejny powtórzę – nigdy nie będziemy idealni i zawsze przytrafiać nam się będą błędy. To samo dotyczy innych osób. Im prędzej to zrozumiemy i zaakceptujemy, tym prędzej opuści nas balast negatywnych emocji związanych z niepowodzeniami, uprzedzeniami i brakiem przebaczenia które tak mocno wysysają z nas energię. Jest to recepta na dobre życie, pełne radości i szczęścia! Coś Ci nie wyszło? Wyciągnij wnioski i z uśmiechem na twarzy pójdź dalej! . Ważna również jest umiejętność wybaczania. Przebaczenie ma głębokie znaczenie oczyszczające, które sprawia, że nasze życiowe baterie znowu mają przestrzeń na przyjęcie nowej dawki życiodajnej energii.

4. Strach przed nieznanym


Strach wbrew pozorom jest rzeczą dobrą – jego zadaniem jest ochrona człowieka przed niebezpieczeństwem. Jednak w niektórych przypadkach strach może ograniczać nasze działanie powodując spadek jakości życia. Dlaczego? Ano właśnie – to jest rzecz o której pisałem wcześniej. Często boimy się zmieniać swoje przekonania, wychodzić z ciepłego bezpiecznego grajdołka, bo nie wiemy co nam przyniesie nowe. Z jednej strony bardzo chcemy zmienić jakość naszego życia – z drugiej boimy się i wolimy tkwić w kokonie bezpiecznych, znanych przekonań. Tak – uważam to za błędne myślenie. Dlaczego? Ano dlatego, że w głębi serca cały czas czujemy, że nie żyjemy w zgodzie ze sobą, czujemy, że coś jest nie tak, że nie żyjemy na 100%, jest bezpiecznie, ale nie satysfakcjonująco. Do tego dochodzi brak spełnienia, poczucie że nie wypełniamy naszej misji, z tego rodzą się wyrzuty sumienia, które budzą masę trudnych emocji. W ten sposób nigdy nie będziemy szczęśliwi i nigdy nie damy światu maksa. Kluczem jest zrobienie tego pierwszego kroku, zmiana przekonań, zrozumienie, że to wszystko jest wynikiem strachu przed nieznanym, wyciągnięcie wniosków i pójście za tym, co dla nas najważniejsze. Będzie to niekiedy niesamowicie trudne (ciężko jest wyjść z życia, którym się żyło cały czas) ale jak najbardziej możliwe do wykonania! Pomocnym narzędziem jest wdzięczność za ten strach, który ma za zadanie nas chronić – szczerze podziękuj za ten dar i jednocześnie powiedz, że już czas pójść na przód – nie wypieraj strachu – najprościej mówiąc, bój się i idź naprzód! Po jakimś czasie Twój strach zobaczy, że nic groźnego tam nie ma, a Ty zyskasz spokój i spełnienie. Głowa do góry i go go power rangers! 😊

5. Zamartwianie się rzeczami, na które nie mamy wpływu


No właśnie – ilu z nas żyje zmartwieniami i przyszłością – i to jeszcze malowaną w szarych barwach! Ilu z nas tkwi w przeszłości, wytykając sobie błędy i samobiczując się? Jako, że jestem osobą wierzącą – i osobiście uważam, że pismo święte to najlepszy przewodnik po życiu (nie ma takiej sytuacji życiowej, z której nie byłoby rozwiązania w tej księdze) zacytuję tutaj fragment z ewangelii św. Mateusza: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przy odziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”. No właśnie – jest to idealny opis, co należałoby robić, a czego tak wielu z nas nie robi – a mianowicie – aby żyć pełnią życia i cieszyć się każdym kolejnym dniem, nieustannie idąc do przodu – trzeba nauczyć się żyć teraźniejszością. Nie ma sensu życie czymś, co nie istnieje, bo zarówno przeszłość, jak i przyszłość – to wytwory naszej wyobraźni. Przeszłość – to życie czymś, co już było i minęło. Jeżeli popełniłeś jakiś błąd – to oczywistą sprawą jest, że należy przeanalizować sytuację i wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale nie wypominać sobie i nie żyć tym w nieskończoność – to z nas wysysa energię niezbędną do pójścia naprzód. To samo dotyczy przyszłości – zwłaszcza malowanej w szarych barwach i zamartwianie się tym co będzie. Oczywiście – warto planować, warto analizować, robić budżety i biznesplany, wyznaczać sobie cele do których dążymy – bo na czymś te przyszłość warto opierać, do czegoś należy dążyć – jednak błędem jest nieustanne życie strachem przed utratą czegoś, brakiem lub inną katastroficzną wizją. To są rzeczy, które również odbierają nam energię i siłę do działania, wysysają nas jak gąbki, przez co stajemy się strzępkiem nerwów, zamiast żyć pełnią życia. Tak więc żyj tu i teraz zyskuje dodatkowo na znaczeniu – gdyż tylko tu i teraz możesz zbudować dobre życie!
Wiadomą sprawą jest, że nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko od nas zależy – są takie rzeczy, które po prostu musimy zaakceptować, żeby pójść naprzód. Im szybciej to zrobimy, tym prędzej zyskamy przestrzeń do nowego startu. Tak więc akceptacja stanu rzeczy takim jaki jest to kolejny klucz do sukcesu!

W następnej części poruszę kilka bardzo istotnych kwestii związanych z aspektami fizycznymi i fizjologicznymi, które mogą sprawić, że narodzi się w nas nowa energia do działania!
A tymczasem – życzę wam wszystkim pięknego tygodnia!

Do zobaczenia!

Marcin

Poczytaj jeszcze: