Dzień dobry, ja tu tylko na chwilę, mam inne plany!

Znasz to? Nie urządzasz się bo mieszkasz tylko tymczasowo z rodzicami, z teściami, w domu przejściowym tylko na miesiąc, dwa, tylko wynajmujesz. Nie lubisz domu w którym mieszkasz, nie traktujesz go jako „TEN” dom, a głową jesteś już w kolejnym – pięknym. Ten jest tylko na jakiś czas, aż się dorobicie, dzieci podrosną, dzieci wyjdą z gniazda, aż nie znajdziecie lepszego…. i tak dalej! Zauważ jednak, że podchodząc do domu w ten sposób, „po macoszemu” nie dasz sobie nawet szansy poczuć się w nim dobrze. W tym artykule napiszę Ci z jakiego powodu warto się skupić jednak na tu i teraz.

Odkładasz urządzanie się – odkładasz swoje szczęście

Jeśli odkładasz urządzanie swojego domu na bliżej określoną lub nieokreśloną przyszłość, to odkładasz również swoje szczęście na później. Swoje czucie się dobrze, jak u siebie i szansę na ładowanie swoich baterii.

Umówmy się, że nasze za miesiąc, czy za pół roku może trwać równie dobrze 2-3 lata, a nawet dłużej. Nic nie wiemy na pewno, prócz tego, że wszystko wciąż się zmienia.

Twój dom może ładować Twoje baterie, można zrobić to niewielkim kosztem tylko potrzebne są dwie bardzo ważne rzeczy. Potrzebuje Ci się chcieć i musisz mieć dobry pomysł. Pamiętaj, że dodatki mają OGROMNĄ moc we wnętrzu. Właściwie one wystarczą, by stworzyć Twoje miejsce przytulnym i Twoim. Chciałabym Cię zainspirować. Każdy z nas popełnia błędy, ja również. Poniżej opiszę Ci dwie historie, kiedy sama mieszkałam w tymczasowym miejscu i jak takie nieurządzone wnętrza wpływały na mnie i bliskich oraz co z nimi zrobiłam…?

Wstrętne osiedle – historia pierwsza

Jest to wyłącznie moje subiektywne odczucie. Wiem i znam bardzo dobrze osoby, które świetnie czują się w blokowiskach. I nie ma w tym absolutnie nic złego. Każdy z nas ma inne potrzeby, przyzwyczajenia i odczucia. Dla mnie mieszkanie w mocno zabetonowanym osiedlu z zębem czasu było nieznośne. Nie lubiłam ani otoczenia, bloków dookoła, zabetonowanych dziecińców, przestarzałych placów zabaw i samów. To wszystko odbijało się na tym jak odbierałam samo mieszkanie – którego po prostu też nie lubiłam.

Z czym to się wiązało? Z tym, że w mieszkaniu tym kompletnie nie miałam życia. Leżałam na kanapie z obniżonym nastrojem, w głowie snując plany jak to cudnie będzie w naszym nowym domu. Ale nie tu! Tutaj jest mi źle i nie chcę już być w tym mieszkaniu. Błagałam w myślach czas, żeby szybciej płynął. Nie robiłam nic, żebyśmy poczuli się w nim lepiej – nawet bukietem kwiatów. Wydawało mi się po prostu, że nic nie jest w stanie poprawić tego okropnego miejsca. Jaki był tego efekt? Mój synek miał bardziej wrak niż mamę, smutno snującą się po domu i na spacerach. Nie miałam werwy, żeby wymyślać dla niego jakiekolwiek zajęcia, czy spędzać fajnie czas. Właściwie to odechciewało mi się większości rzeczy prócz snucia planów o lepszym życiu ale później, w przyszłości.

W tym mieszkaniu mieliśmy mieszkać tylko kilka miesięcy, do momentu sprzedaży i dalszej drogi do własnego domu.

Kiedy z zaangażowaniem jeździłam na budowę i w głowie ustawiałam już kwiaty na tarasie na odsiecz przyszła Kirsten Steno (twóczyni House-Coachingu). Umówiłam się z nią na rozmowę, po kilku zdaniach zadała mi pytanie – dlaczego odkładam swoje szczęście na później? Mocno mnie to uderzyło. Nie chcę tego, ani dla mojego syna ani dla siebie i męża. Chcę nam stworzyć przytulny dom już teraz, cieszyć się już teraz, bo zasługujemy na to. Mam się cieszyć dopiero za kilka miesięcy? Co za absurd!

Jak to zmieniłam?

Właśnie dzięki kilku narzędziom house-coachingowym. To one pozwoliły mi dotknąć swojej kreatywności, która została zupełnie odsunięta na bok. To właśnie dzięki nim mogłam spojrzeć z boku na powód mojego „domowego przygnębienia”, zajrzeć w głąb siebie i dowiedzieć się co w tym wszystkim jest dla mnie ważne oraz z jakiego powodu. Następnym krokiem było wymyślenie w jaki sposób te potrzeby zaspokoić. Ja kocham naturę, kocham las. Dlatego w blokowisku czułam się źle. Wymyśliłam, że na niewielkim balkonie ustawię choinki ze sklepu ogrodniczego. Mimo, że dookoła pełno jest betonu, my w salonie będziemy się czuli prawie jak w lesie. Rozwiesimy na nich też lampki, które wieczorem będą dawały przyjemny klimat!

Wiesz jak dzięki temu zmienił się nasz salon?! Za każdym razem, kiedy patrzyłam przez okno czułam przyjemną radość. One autentycznie cieszyły nasze oczy. Oprócz tego uporządkowałam ściany, gdzie zamiast pojedynczych obrazów, które nie sprawiały mi specjalnie radości, stworzyłam dwie galerie, które cieszyły całą naszą rodzinę. Na stole postawiłam kwiaty, a na półkach świeczki.

Koszt tej całej metamorfozy zamknął się w 200-300zł. Tyle kosztowało stworzenie wnętrza, które sprawiało nam radość i ładowało nasze baterie.

Kolejnym plusem tej metamorfozy, którą można by też nazwać kropką nad „i” był fakt, że dzięki takim wykończonym wnętrzom dużo łatwiej oraz korzystniej było sprzedać to mieszkanie! Tutaj było czuć dobrą energię 🙂 Przynajmniej tak mówili odwiedzający. Sprzedaliśmy niełatwe mieszkanie w tydzień za świetną cenę!!

Tymczasowy pokój – historia druga

Po sprzedaży mieszkania, przenieśliśmy się do tymczasowego pokoju, u rodziny. Mieliśmy zostać w nim tylko na 2-3 miesiące. Mieszkaliśmy prawie pół roku. Mieszkaliśmy w przestronnym pokoju, całą naszą czwórką. Po poprzednich lekcjach wiedziałam już, że nawet na tych kilka miesięcy, mimo, że ciasno i pokój spełniał kilka naszych podstawowych funkcji sprawię, żeby było nam przytulnie.

Uwierz mi, że niewielkim wysiłkiem sprawiłam, że w pokoju chciało nam się przebywać. Chciało nam się do niego wracać, bawić się z dziećmi, po ciężkiej nieprzespanej nocy, kiedy masz mało cierpliwości to miejsce nas koiło.

Kiedy dom nie jest urządzony, pomieszczenia nie są skończone nie chce nam się o niego dbać prawda? Zgodzisz się z tym? Czy może masz inne doświadczenia?

Moim zdaniem są ku temu dwa powody
nie czujemy się z nim związani – nie jest „nasze”, nie jest spersonalizowane, nie bierzemy więc pełnej odpowiedzialności za wnętrze. Szczególnie – tymczasowe.
prowizorka – bardzo często takie wnętrza są zagracone, a kolejne przedmioty gromadzą się w wybranych miejscach jak magnez. Dom wydaje nam się brzydki, często korzystamy w nim z prowizorycznych rozwiązań (dopiero w nowym domu kupimy sobie fajne meble!) – to nie sprzyja porządkowi.

Przykład poniżej. Mój własny 🙂

Znasz to uczucie – nieskończonego domu? Masz poczucie (nawet z tyłu głowy) nawet nie do końca świadomie, takiej pustki, braku, „czegoś do zrobienia”. I to prawda – dom się zmienia.


Dom nigdy chyba nie będzie urządzony raz na zawsze – ale to zupełnie inne uczucie kiedy jest urządzony tak jak chcemy – i po jakimś czasie potrzebujemy zmiany oraz gdy nie jest urządzony w ogóle lub nie do końca.

Jak jest u Ciebie?

Poczytaj jeszcze: